Wracając z Wiednia, obaj z Kaczakiem zawadziliśmy o Kraków. W Domu Polskiego Towarzystwa Emigracyjnego przy ulicy Radziwiłłowskiej p. Józef Okołowicz przedstawił nam pokaźną gromadkę hożych dziewcząt ze szkoły gospodyń wiejskich w Mirosławicach166 koło Żychlina, ziemi warszawskiej. Bawiły na wycieczce. Z Krakowa wybierały się do Zakopanego. Dziewczęta te malowniczym swym rodzimym ubiorem bardzo dodatnie sprawiały wrażenie.

Ich główki chustkami krasnymi nakryte,

Koszulki, fartuszki haftami wyszyte,

Korale u szyi, gorsecik stan spina,

A każda jak róża, a wiotka jak trzcina...

Na każdej strój własnej, misternej roboty

I bije blask od nich, ten jakiś blask złoty,

I zdrowiem nadobne tryskają twarzyczki,

Że niczym hrabianki, że niczym księżniczki!

Podczas mej służby w Wydziale Rady Powiatowej udzielano mi od czasu do czasu, z reguły raz do roku, w porze letniej, krótkie urlopy gwoli wytchnienia po forsownej pracy i wzmocnienia sił. Wywczasów tych używałem zazwyczaj na wycieczki do niedalekich stron celem ożywienia ducha.