Baron zbliżył się do starca i przedstawił mnie, Bogdo uczynił znak powitania, po czym zaczął rozmowę z generałem.
Przez drzwi otwarte widziałem wnętrze małej kaplicy Bogdo-hutuhty. Zauważyłem wielki stół przywalony stosami starych ksiąg. Obok stał piecyk z palącymi się węglami oraz kosz z łopatkami i wnętrznościami baranów. Ungern wstał i schylił głowę przed Bogdo, który objął tę głowę potomka Krzyżaków i zaczął się modlić. Potem zdjął z piersi ciężki posążek Buddhy wiszący na czerwonym sznurku i zawiesił go na szyi barona.
— Nie umrzesz — wyszeptał w uniesieniu — lecz przeistoczysz się w formę doskonalszą! Pamiętaj o tym, synu, pamiętaj, chanie wdzięcznej ci zawsze Mongolii, pamiętaj, przeistoczony duchu wojny!...
Zrozumiałem, że „Żywy Buddha” błogosławił krwawego generała przed śmiercią.
Opuściliśmy gabinet „boga”.
XII. „Żywy Buddha”
W kraju tajemnic i cudów, Mongolii, żyje mistyczny znawca wszelkiej tajemnicy i nieznanych przejawów sił przyrody, „Żywy Buddha”, trzydziesta pierwsza forma nigdy nieumierającego Buddhy, jego świątobliwość Bogdo-Dżeptsung-Damba-Hutuhtu-Gegeni-Chan.
Jest on spadkobiercą trwającej w tajemniczy sposób od 1670 roku dynastii cesarzów duchowych, noszących w sobie ciągle udoskonalającego się ducha Buddhy, Awalokiteszwara oraz Czen-Za-Zi, czyli „Ducha Himalajów”. W nim jest złączone wszystko: słoneczny mit, czar tajemniczych, niebotycznych szczytów straszliwych Himalajów, legendy świątyń indyjskich, groźna wspaniałość dawnych władców Mongolii i Chin, mgliste kroniki mędrców chińskich. W polityce urgińskich Bogdo Chanów jest połączenie różnorodnych wpływów: rozpamiętywania braminów116, mnisza surowość sekty Gełuk-Pa, która dała początek „żółtej wierze”, mściwość odwiecznych koczowników Oletów-Kałmuków, dumne i potężne pomysły Dżyngis-chana i Kubilaja, zacofana, pełna zabobonów hierarchiczno-klerykalna psychologia, tajemnica królów tybetańskich i bezwzględność rewolucjonisty religijnego, Paspy. Cała mglista historia Azji: Pamiru, Himalajów, Mezopotamii, Persji i Chin otacza tajemnicą tron „Żywego Buddhy” w Urdze. Nic więc dziwnego, że jego imię jest z czcią wymawiane na brzegach Wołgi, w Arabii, Azji Centralnej, w Indiach, na Syberii i na brzegach Oceanu Lodowatego.
Kilka razy udało mi się być w siedzibie Bogdo Chana. Rozmawiałem z „Żywym Buddhą”; opowiadały mi o nim osoby najbliżej przy nim będące — uczeni maramba; widziałem jego wróżby, słyszałem jego proroctwa, oglądałem składy ksiąg starożytnych i kronik dziejów wszystkich Bogdo Chanów. W pałacu „boga” cieszyłem się zaufaniem, ponieważ pismo hutuhtu Narabanczi-Kure otwierało mi drzwi świątyń oraz usta i serca lamaitów.
Znajomość z osobą najwyższego kapłana mongolskiej „żółtej wiary” oraz z jego rządem zrodziła we mnie cały szereg myśli o charakterze politycznym i dała mi możność zrozumienia planów hetmana Siemionowa i barona Ungern von Sternberga.