— Co chwila oczekujemy tu czerwonych! — z trwogą w głosie szepnął stary. — Lada chwila tu będą. Już przyleciał na koniu Sojot, aby uprzedzić nas, że czerwoni przeprawiają się przez rzekę. Tatarzy już są w pogotowiu do bitwy.
Wyszedłem z domu wraz ze swym towarzyszem; opatrzyliśmy rynsztunek koni i odprowadziliśmy je w miejsce bezpieczniejsze. Powróciwszy do izby i przygotowawszy nasze karabiny i mauzery, oczekiwaliśmy dalszych wypadków. Po upływie pół godziny ciężkiej niepewności wbiegł parobek i szepnął:
— Wyszli już na naszą drogę. Zaraz się zacznie...
Rzeczywiście, jak gdyby w odpowiedzi na te słowa zagrzmiał w oddali strzał, po czym rozległy się salwy i huk wystrzałów zaczął się zbliżać ku osadzie.
Zatętniły kopyta końskie, rozległy się krzyki klnących ludzi i do izby wpadło trzech czerwonych żołnierzy; jeden z nich ze straszliwym przekleństwem strzelił do gospodarza. Stary kolonista potknął się i padł na jedno kolano; rękę jednak wyciągnął ku poduszkom z leżącym pod nimi karabinem.
— A wyście co za jedni? — groźnie krzyknął żołnierz, zwracając się do nas i podnosząc karabin.
Odpowiedzieliśmy z mauzerów i bardzo celnie. Uciekł tylko jeden żołnierz, dwóch leżało z przestrzelonymi głowami. Na zmykającego bolszewika wpadł jeden z parobków i zaczął go dusić. Zawiązała się walka. Bolszewik wołał na pomoc swoich towarzyszy, lecz ci leżeli w rowie za drogą o 300–400 kroków od osady i strzelali do atakujących Tatarów.
Kilku żołnierzy jednak posłyszało wołanie i natychmiast ruszyło w stronę domu, lecz w tej chwili rozległy się prawidłowe salwy parobków spoza płotów osady. Strzelano jak na manewrach, z zimną krwią i celnie. Pięciu czerwonych pozostało bez ruchu przy drodze, reszta ukryła się w rowie.
Tatarzy strzelali gęsto i atakowali bardzo energicznie. Do domu i na dziedziniec osady zaczęły zalatywać kule. Wkrótce zobaczyliśmy czerwonych, którzy na kolanach posuwali się rowem w stronę lasu, gdzie pozostawili konie. Echa strzałów zaczęły się stopniowo oddalać
Przez polany leśne i przez las szybko mknęli Tatarzy, ścigając przeciwnika.