— Nojon prosi Ta-Lamę, aby był jego gościem, i zaprasza wszyskich jego przyjaciół do swoich jurt! Nojon bardzo się ucieszył!
Musiałem pomyśleć o dyplomacji.
Gdy przyjechaliśmy do dużej, granatowej jurty księcia, spotkało nas dwóch urzędników z kitami pawich piór na spiczastych czapkach mongolskich, które w niewyjaśniony sposób trzymają się tak mocno na okrągłych czaszkach tubylców. Urzędnicy z uniżonymi ukłonami prosili cudzoziemskiego nojona, „Wielkiego Lekarza”, aby wszedł do jurty nojona, władcy Soldżaku i opiekuna Darchat-Uła.
Razem z towarzyszem-agronomem weszliśmy do księcia. Był to mały, wychudły i wyschły staruszek, krótko ostrzyżony i gładko wygolony. Miał na głowie bogatą czapkę bobrową ze spiczastym żółtym, jedwabnym wierzchem, na którego szczycie była czerwona gałka, oznaczająca wysoki stopień w biurokracji chińsko-mongolskiej. Od tej gałki poziomo zwieszała się wspaniała kita z długich piór pawich. Książę był w ogromnych okularach chińskich w czarnej oprawie rogowej. Siedział nieruchomo i poważnie na niskiej czerwonej sofie i powoli przebierał palcami paciorki różańca. Książę Soldżaku był lamą i jednocześnie hutuhtą (przeorem) klasztoru w pobliżu Teri-Nura.
Gdy weszliśmy, nojon łaskawie nas powitał, kazał podać dla nas niskie taborety, posadziwszy nas twarzami do ognia palącego się w brązowym piecyku.
Księżna — bardzo przystojna, o cerze białej, niezwykłej u kobiet mongolskich, i z długimi warkoczami, częstowała nas herbatą, ciastkami chińskimi i sojockim suchym i twardym jak kamień serem. Zjawiły się tradycyjne fajki gościnności, lecz sam książę-lama nie palił: przyjął ode mnie moją fajkę, potrzymał ją w ręku i zwrócił wraz ze swoją tabakierką w formie kosztownego flakonu z zielonego nefrytu z wyrzeźbionym na nim smokiem chińskim.
Gdy pierwsza etykieta była skończona, zapanowało milczenie. Czekaliśmy na odezwanie się księcia — nojona.
Poważnym głosem zadał kilka zwykłych pytań: czy pomyślnie podróżujemy, jak zdrowie jeźdźców, koni i wreszcie, otrzymawszy odpowiedź, zapytał o nasze dalsze zamiary.
Opowiedziałem mu o wszystkim z całą szczerością i prosiłem o okazanie nam gościnności, tak potrzebnej dla wypoczynku ludzi i koni.
Nojon obiecał swoją opiekę i natychmiast rozkazał postawić dla nas cztery jurty.