— Słyszałem — rzekł — że cudzoziemski nojon jest znakomitym lekarzem?
— Umiem leczyć niektóre choroby — odrzekłem — i mam ze sobą trochę lekarstw. Lecz nie jestem lekarzem, tylko uczonym w zakresie innych nauk.
Nojon jednak tego nie mógł zrozumieć. Leczę, a więc jestem lekarzem.
— Moja żona — zaczął znowu — już od dwóch miesięcy jest chora na oczy. Niech Ta-Lama poradzi na tę dolegliwość.
Obiecałem uczynić wszystko, co będzie w mojej mocy, i prosiłem księżną o pokazanie mi chorych oczu. Stwierdziłem zwykłe zapalenie błony śluzowej powiek, którego dostała od ogólnego brudu i dymu ogniska w jurcie, od czego nie są wolni nawet książęta Sojotów.
Po rozkulbaczeniu koni przystąpiłem do czynności eskulapa.
Starannie przemyłem ropiejące oczy wodą z mydłem i z kwasem bornym, a później wpuściłem trochę kropli cynkowych, poradziwszy pacjentce leżeć kilka minut z zamkniętymi oczyma i z zimnym okładem na powiekach. Obiecałem wieczorem wstąpić i powtórzyć leczenie.
— Proszę Ta-Lamę, bardzo proszę wyleczyć mnie! — zwróciła się do mnie księżna z gorącą prośbą w głosie. — Niech Ta-Lama nie porzuca nas, aż wyleczy! Damy baranów, mleka i mąki, ile zażądacie, tylko niech Ta-Lama wyleczy! Teraz często płaczę... Miałam prześliczne oczy i mój mąż, nojon, zawsze powtarzał, że one płoną jak gwiazdy na niebie. Teraz stały się czerwone. Ja tego nie przeżyję!
Przy tych słowach księżna bardzo mile tupnęła nóżką, a później kokieteryjnie przez łzy uśmiechnęła się do mnie i zapytała:
— Wyleczy? Tak?