— Ech! — westchnął zesłaniec. — Tu dopiero można byłoby zagarnąć niewodem! Ino prąd niezmiernie wartki, a łożysko wąskie okrutnie. Trzeba będzie małą siecią łowić.
Pani Lisowa uśmiechnęła się i grożąc mężowi palcem, odparła:
— Ach ty, drapieżniku jeden! Chciwcze przebrzydły! Zaraz ci przypomnę, co w takich razach mówił pan Wacław Potocki129, wielki poeta nasz i mądry człowiek.
Podniósłszy rękę w górę, wyrecytowała:
Wszystko wielkie za wielkim iść powinno rodem,
Na przykopę130 z wierciochem, na Wisłę z niewodem.131
— Zrozumiałeś? — zapytała ze śmiechem.
— A jużci, nie ma innego sposobu! — kiwnął głową Lis. — Spróbuję tedy wierciochem, czyli małą siecią...
Trzy dni parły ku źródłom Ałgimu tajmienie, a rybacy zagarniali je siecią i wyrzucali na brzeg, gdzie Garsa ogłuszał je uderzeniami kija.
Z więcierzy, które ukryto w potoku przegrodzonym jazem, wydobywano również duże ryby, płynące przeciwko prądowi.