— Będę tu czekał na Leszczenkę! Niech się przekona, że potrafiłem przecież zbudować sobie chatę.
Rodionow pokręcił głową i szepnął trwożnie:
— Ej, nie mówcie tak, abyście potem nie żałowali!... Pamiętajcie, że uprzedzałem was...
— Dziękuję wam, Michale Szymonowiczu! — rzekł Lis.
— Jakie tam „dziękuję”! — mruknął gderliwym głosem kupiec. — Nie po to tu przyjechałem.
Pomyślał chwilę i dodał niepewnym głosem:
— Jutro rano muszę powracać, bo obawiam się, że Leszczenko oskarży mnie o zmowę z wami...
— Powracajcie, Michale Szymonowiczu, bo nie chciałbym, abyście cierpieli za nas! — odpowiedział zesłaniec. — A wy, Wotkule, czy też jutro odjeżdżacie?
Samojed potrząsnął głową i mruknął:
— Pozostanę tu... muszę odwiedzić rodaków w koczowisku.