— To ja! — rzekł Wotkuł, ściskając ramię przyjaciela. — Widziałem wasz wózek, gdy skręcał na starą groblę przez Bułyńskie oparzelisko. Domyśliłem się wtedy, że Urusy wiozą ciebie na Czin-War... Wiem, że prowadzi tam tylko jedna droga, którą przed stu laty zbudowali jacyś wojewodowie rosyjscy dla poszukiwania złota... Wtedy pobiegłem na przełaj, na wschód, ku rzece Ałgim96... bo tam droga się urywa... Numa-Wielki Duch dopomógł mi! O, wielki, dobrotliwy Numa pozwolił Wotkułowi odnaleźć sprawiedliwego! Zanocowałem nad brzegiem Ałgimu, lecz gdy zmrok zapadł, ujrzałem z pagórków oświetlone ogniskiem wierzchołki świerków... Przybiegłem do ciebie... jestem już...
Zesłaniec objął Wotkuła i przycisnął go do szerokiej piersi, nie mogąc wydobyć z niej głosu i czując, jak łzy wdzięczności ściekają mu po policzkach.
Wotkuł ciągnął dalej:
— Urusy śpią, spokojni o swe życie, bo stąd trzy dni drogi do najbliższej osady ludzkiej... Możemy iść do nich i pchnąć nożem...
Lis drgnął i ścisnął dłoń Samojeda.
— Nie rób im nic złego, Wotkule! Za co? Oni spełniają rozkaz władz i nie są winni! Tymczasem taka zbrodnia mogłaby rozłączyć mnie z żoną na zawsze i zgubić... Rozumiesz!
Umilkli i siedzieli, trzymając się za ręce.
Wotkuł poruszył się niecierpliwie i rzekł:
— O świcie pobiegnę do Narymu... Skrzyknę naszych i za dwa tygodnie przyjdziemy tu. Będziemy stawiali dla was nowy dom... Wypytaj Urusów, czy możesz osiedlić się na Ałgimie... bo tam lepiej... Górzysty kraj... nie ma moczarów... tajga pełna zwierza... rzeka — ryb... wesołe miejsce, a dla Urusów niedostępne! Żaden z nich nie będzie tam zaglądał. Szczęśliwie tam żyć będziemy... Sprawiedliwy, biała niewiasta i my — łowcy... Sameednam97!
— Sameednam? — powtórzył Lis.