Zdawało się, że już nie żył, lecz chude, o wystających żebrach boki wznosiły się i opadały, a rozdęta gardziel z rzężeniem wciągała powietrze.

Do chaszczy zajrzała hiena. Kręciła krótkim, złym pyskiem i zerkała żółtymi, chciwymi ślepiami.

Cofnęła się jednak i odbiegłszy daleko, zachichotała ponuro i zuchwale.

Rozdział XIII. Strzał w dżungli

Birara nie pamiętał, kiedy i jak stanął na nogi. Nie wiedział też, jak dawno już szedł bez celu i bez myśli.

Musiał iść, bo jedynie w ruchu nie dręczyła go tęsknota.

Nie spał, bo się bał widziadeł nocnych, drżał na myśl o rozpaczy, która, niby nieznany wąż potworny, wpatrywała się weń zielonymi oczyma niemającymi litości.

Więc szedł. Szedł w dzień i w nocy. Kroczył po dżungli tam i sam39. Odchodził i powracał na to samo miejsce, nie poznając go.

Błąkał się bezmyślnie, nic nie czując i niczego nie pragnąc. Przestał jeść i nawet pragnienie mu nie dokuczało.

Tysiące kleszczów wżerało mu się w brzuch, w delikatną skórę za uszami, muchy lęgły się w opuchniętych, ropiejących oczach, lecz słoń nie odczuwał bólu.