Wzdrygnął się na myśl, że mógłby zabić ulubieńca Nassura.

— Dziękuję ci, Fuzalu! — zawołał, spojrzawszy na strzelca.

— Władco! — odpowiedział Hindus. — Szczęśliwy jestem, jeżeli sprawiłem ci, wielki panie, radość, lecz nie wiem...

— Poznałeś z daleka Birarę! — objaśnił Tasfin i poklepał sługę po ramieniu.

Strzelec pochylił się i ucałował rękę maharadży.

— Weźmiesz słonia i będziesz go leczył i pilnował, aby wydobrzał! — dodał Tasfin.

— Rozkazałeś, najjaśniejszy panie! — skłonił się strzelec. — Znam skuteczne leki: czerwony pieprz dziki i gorzkie zioła „rostaramu”...

— Dobrze! — skinął głową maharadża. — Musisz go doprowadzić do zdrowia!

Naganiacze podchodzili już do stanowisk myśliwych. Od skrzydeł linii strzelców zagrały trąbki. Łowy były skończone.

Znoszono i składano w długi szereg upolowaną zdobycz.