Tymczasem zachodziły w nim dziwne, zatrważające zmiany.
Budząc się rano, nie mógł zebrać sił, aby się podnieść. Jakiś bezwład trzymał go w swej mocy, w piersi i głowie panowała pustka — ciemna i przerażająca.
Borykał się z tą niemocą tak długo i uporczywie, aż dopóki nie zdobył władzy nad steranym, słabnącym coraz bardziej ciałem.
Podnosił się ze słomy, otrząsał się i wychodził na łąkę, drżąc i słaniając się.
Gdyby nie miał przygotowanego pieprzu i ziółek, zmuszony byłby z pewnością położyć się bez nadziei odzyskania sił i woli.
Do południa chodził chwiejnym krokiem, wzdychał i jęczał.
Fuzal codziennie meldował maharadży, że Birara, mimo iż rany zabliźniły mu się na dobre, słabnie z dniem każdym i chudnie.
— Rób, co chcesz — mówił do niego władca — lecz musisz zachować go przy życiu do przybycia królewicza! Nie ustrzegliśmy jego ulubieńca!...
Naczelnik strzelców królewskich odwiedzał Birarę po kilka razy na dzień, a nawet w nocy zaglądał do jego chlewu, przynosząc mu garść pieprzu i kubeł wody.
Słoń przestał sypiać.