Słoń chrapnął niemal z rozpaczą i postawił Hindusa przed sobą, bacznie mu się przyglądając.

Do Amry szybkim krokiem podszedł oburzony Anglik.

— Odpowiesz przed sądem za napad słonia na mój powóz i tego człowieka! — zawołał z gniewem, zaciskając pięści.

Amra nic nie odpowiedział. Przyglądał się tym ludziom, których nigdy w swym życiu nie spotykał, a których poznał słoń. Chłopak domyślił się, że mądry Birara powiązał tych nieznajomych, przypadkowo spotkanych ludzi z bliznami na swym starym ciele. Niezawodnie byli to ci, którzy w swoim czasie skrzywdzili go i zadali mu ból.

Uwagi jego nie uszło zmieszanie i strach Hindusa. Doszły go też słowa Anglika. Nie wątpił, że Birara poznał swoich wrogów.

Tymczasem zniecierpliwiony Anglik brutalnie szarpnął chłopaka za ramię.

— Jak się nazywasz, szczeniaku? — zapytał, z gniewem patrząc w spokojną twarz kornaka. — Guarra, powtórz mu w waszej mowie, o co go pytam!

Amra podniósł głowę i odparł po angielsku:

— Zrozumiałem, co pan mówił do mnie... i do Guarry...

— Dlaczegóż więc nie odpowiadasz? — irytował się Anglik.