— No! — przerwał jej chłopak. — Przecież wiem... Przed trzema dniami przygniotły go w porcie belki i zmarł... Pochowaliśmy go wczoraj... Wiem o tym wszystkim!
Mówiąc, zręcznie i szybko splatał mały, prostokątny koszyczek na owoce.
W powietrzu śmigały chyżo6 brązowe, cienkie palce chłopaka i szeleściły twarde, złociste wióry bambusowe.
— Ojciec powiedział dziś z rana, że nie może pracować z Birarą... Tatuś stracił stopę na wojnie i ma nieruchomą nogę... — opowiadała Hubli. — Biali ludzie nie pozwolą, ażeby kobieta została poganiaczem słonia...
Amra podniósł na mówiącą roziskrzone oczy, z których biła radość i zdumienie.
— Wiem o tym wszystkim! — szepnął. — Ojciec sprzeda chyba Birarę kornakowi7. Wczoraj przychodził do niego Bassa z Garamu i dawał sto rupii8...
Dziewczynka przecząco potrząsnęła czarną główką i odparła natychmiast:
— Rodzice nie sprzedadzą Birary. Ty zostaniesz kornakiem, Amra, i będziesz żywił nas wszystkich!
Obie siostry patrzyły na brata z zachwytem i jak gdyby nawet lękiem.
Amra klasnął w dłonie.