Mimo to jezioro jest przepełnione rybami, pośród których trafia się sporo olbrzymów. Największa pośród ryb Hanki jest tak zwana Kaługa, z gatunku jesiotrów (Acipenser orientalis). Na wiosnę złapano tu kaługę, ważącą 2100 funtów i długą na 6 metrów. Nie widziałam tej ryby, ale w parę lat później, mieszkając w Charbinie, widziałem kaługę, złapaną przez rybaków chińskich w rzece Sungari. Był to potwór długości około 7½ metrów, a wagi — 3320 funtów!

Bardzo ciekawy jest sposób połowu tych grubych ryb.

Rybacy z Hanki znają drogi podwodne, którymi płyną w niegłębokim basenie jeziora największe ryby, i tam właśnie stawiają na nie pułapki. Są one nadzwyczaj proste i należy się tylko dziwić, w jaki sposób mogą oszukać ryby. Rybacy przegradzają najgłębsze miejsca w jeziorze grubą liną, która leży na dnie. Do liny są przywiązane krótkie na 2 stopy kawałki mocnego sznura z hakiem na końcu. Do tych sznurów przyczepia się albo próżne blaszanki, albo duże kawały kory dęba korkowego, które pozwalają hakom pływać w wodzie i bujać w niej swobodnie. Żadnej przynęty na haki się nie zasadza.

Ten dziwny na pierwszy rzut oka sposób połowu oparty jest na niezrozumiałym upodobaniu dużych ryb do „zabawiania się” przedmiotami, poruszającymi się w wodzie. Ryba zaczyna potrącać taki przedmiot, na przykład tonący kawał drzewa lub pogrążony w wodzie trup małego zwierzęcia, podrzuca go, ociera się o niego grzbietem i bokami, igra dokoła niego, chwyta paszczą i wlecze za sobą. Takie igraszki z ostrym hakiem, wiszącym na korku, są bardzo niebezpieczne, i ostatecznie ryba-kaługa, jesiotr zwyczajny, duża keta lub szczupak muszą się zahaczyć. Wtedy poczynają się z bólu miotać, trafiają na inne haki i wreszcie słabną zupełnie, stając się łupem rybaków. Często się zdarza, że olbrzymie ryby trafiają na haki, zaczepiwszy się bokiem lub ogonem.

Dlaczego jednak ryby uprawiają ten niebezpieczny foot-ball z zawieszonymi przez ludzi niebezpiecznymi hakami? A może to ryby, trafiające na haki, są nader tragicznymi typami samobójczymi? Prawda, że skromna ilość mózgu w głowach rybich wyłącza istnienie jakiejkolwiek manii, lecz, kto wie, czy mania jest dowodem rozwoju mózgowego, czy może odwrotnie?

W kilka dni po przyjeździe swym na Hankę, popłynąłem z rybakami na jezioro wyjmować peremiot, czyli linę z hakami. Płynęliśmy na dwóch czółnach, a rybacy zaczęli wyciągać linę z różnych końców i oglądać haki. Wkrótce z drugiego czółna zawołano, że złapała się gruba ryba. Po skończeniu kontroli naszego odcinka liny, z której zdjęliśmy dwie małe kaługi, po jakieś 40–60 funtów każda, i szczupaka, takiego, jakiego złapałem za pomocą mordy w „Starym jeziorze”, podpłynęliśmy do rybaków. Zdjęli już byli rybę z haka i, przeciągnąwszy jej przez skrzela sznur, uwiązali do tylnej części łodzi. Chciałem koniecznie zobaczyć rybę, bo była to duża kaługa, ważąca około 500 funtów. Wziąłem za sznur i zacząłem podciągać rybę do łodzi. Była już zmordowana bólem i walką, więc nie stawiała oporu.

W głębinie widziałem długie, potworne jej ciało. Posunąwszy ją do łodzi, zacząłem podciągać do góry, aby lepiej obejrzeć. Gdy była nie dalej, niż na 2–3 stopy od powierzchni wody, zobaczyłem ogromną, spiczasto zakończoną głowę, szaro-żółtej barwy, silnie zamuloną. Zadziwiająco małe, krwawe oczki patrzyły na mnie ponuro i złośliwie.

Nagle stała się rzecz niespodziewana. Kaługa machnęła ogonem i rzuciła się w bok z tak straszliwą siłą, że nie zdążyłem wypuścić z rąk sznura, do którego była uwiązana, i runąłem do wody.

Naturalnie od razu wypłynąłem i po chwili już z powrotem siedziałem w czółnie, ociekając wodą i trochę zawstydzony. Rybacy dyskretnie się uśmiechali, lecz jeden z nich, młody, nie wytrzymał i parsknął głośnym śmiechem.

Wszyscy się rozśmieli i ja sam również śmiałem się serdecznie, później zaś powiedziałem: