— Hallo! — posłyszałem dobrze mi znany głos starego mego nauczyciela, profesora Stanisława Zaleskiego. — Liczę na pana, że pan jutro pojedzie ze mną na wycieczkę. Dobrze?

— Ale dokąd? — zapytałem.

— Na wielki Ałtaj, mój drogi! — odpowiedział spokojnie. — Zwiedzimy mało znane stepy kułundzińskie ze wspaniałymi jeziorami i góry Ałtajskie, piękniejsze od Alp.

— Ale...

Nie zwracając uwagi na moje „ale”, profesor ciągnął dalej.

— Dla pana, jako dla myśliwego i literata, jest to doskonała gratka!

— A co się tam strzela? — zapytałem.

— Niedźwiedzie, jelenie, cietrzewie, a nawet w górach są podobno jakieś „tury”, Są to olbrzymie byki górskie, coś w rodzaju żubrów czy bizonów! — odpowiedział.

— Jadę! — zawołałem w słuchawkę telefonu.

— Jutro o trzeciej po południu odchodzi ekspres syberyjski — zakończył rozmowę profesor. — Do widzenia!