Step Kułundziński pokryty jest siecią małych jezior, najczęściej słonych. Największe jest jezioro Kułundzińskie, oddzielone błotnistym pasem pół kilometra szerokości od położonego na południe jeziora Kuczuk. Są to baseny wody słonej, pierwszy długości 70 kilometrów, drugi 25. Na zachód od tej grupy ciągnie się długie pasmo słonych jezior, dochodzących do rzeki Irtysza; dalej na zachód od Irtysza znajduje się znaczna ilość jezior na ziemiach Wielkiej i Małej Hordy Kirgiskiej.
Na południe od jeziora stepy kułundzińskie przechodzą w stepy Bełjagag i kończą się dwoma olbrzymimi jeziorami, Zajsan i Bałchasz, czyli Ak-Dengiz.
Po dwóch dniach podróży dotarliśmy wreszcie do jeziora Kułunda i zatrzymaliśmy się w osadzie rosyjskiej, położonej na południowo-wschodnim brzegu. Przepędziliśmy tam tylko tyle czasu, ile było potrzeba na zakupienie jurty kirgiskiej, baranów i chleba, na wynajęcie wierzchowców i łodzi, aby móc zamieszkać w stepie, jeździć po nim i pracować na jeziorze.
W tej wsi pożegnaliśmy usłużnego policjanta, który zmuszał nas przez swą obecność do wysłuchiwania spraw, zupełnie nie leżących w zakresie naszej kompetencji.
Dwa dni spędziliśmy bez tego przedstawiciela władzy najwyższej i najstraszniejszej dla chłopów i Kirgizów. Po odjeździe urzędnika życie, skrępowane jego obecnością, popłynęło trybem zwykłym. Najpierw rozpoczęło się pijaństwo, prawdopodobnie na intencję tego, że policjant, obawiając się nas, podczas swej bytności nikogo nie zaaresztował, nie zbił i nie wziął łapówki. Po pijaństwie nastąpiły między chłopami bójki uliczne. Tłukli się zawzięcie i wściekle, puszczając w ruch nie tylko tęgie pięści, ale drągi i kamienie. Tego samego wieczora, kiedy odjechał nasz obrońca–policjant, byliśmy zmuszeni sklejać kilka rozbitych łbów i przetrąconych szczęk.
Kilku młodszych, zupełnie pijanych chłopów uczyniło napad na stado kirgiskie, pasące się o 10 kilometrów od wsi. Pozabijali pastuchów i zabrali sporo owiec i baranów. Rozpoczęło się na nowo pijaństwo na cześć zwycięzców. Tej nocy wcale nie mogliśmy usnąć. Chłopi włóczyli się po całej wsi, krzyczeli i śpiewali głosami pijackimi, wygrywali na harmonijkach skoczne melodie, wymyślali sobie wzajemnie najohydniejszymi wyrazami, jakie zna tylko język rosyjski, bili się i tłukli szyby w oknach.
Wreszcie wszystko się uspokoiło. Pijani chłopi rozpełzli się po swych chatach; część ich leżała i chrapała wprost na ulicy lub w rowach przydrożnych. Mieliśmy jednak nadzieję, że uda nam się nareszcie trochę wypoczął i zasnąć. Niestety! Ta noc była pełna wypadków i trwogi.
Zaledwieśmy się położyli, gdy rozległ się na ulicy przeraźliwy krzyk.
— Gore! Gore!...
Wypadłszy z domu, zobaczyliśmy, że na dwóch krańcach wsi dwa domy stały w płomieniach i sąsiednie już się zajmowały. Zorganizowaliśmy ratunek, a nie było to łatwą rzeczą z na wpół przytomnymi chłopami.