Rano, gdyśmy czekali na konie, profesor zapytał starostę, czy zawiadomił władze o nocnym wypadku.
— Nie, panie! — odparł zmieszany chłop. — Już nie potrzeba! Bo to, widzi pan, nie wiem, jak się stało, ale ktoś wdarł się do aresztowanego, wywlókł go na ulicę i zarąbał siekierą...
Tak biegło życie w stepie kułundzińskim. Sieć słonych jezior i pokłady geologiczne wyraźnie świadczą, że niegdyś było tu olbrzymie środkowo-azjatyckie morze, potężne i spokojne, teraz zaś na jego dnie wrzało niezdrowe moralnie, pełne zbrodni, mordu i nienawiści życie ludzi, którzy przyszli z Zachodu po to tylko, aby jątrzyć i pobudzać do dzieła zemsty od dawna już zgasłe płomienie w duszach ludzi Wschodu.
Kulturalny i uczciwy uczony nie mógł się uspokoić. wygłosił całą mowę, w której oskarżał chłopów o demoralizowanie ludności, o zbrodnię, zagroził skargą przed gubernatorem, a nawet później przed władzami centralnymi, co też uczynił i za co miał sporo nieprzyjemności, gdyż wtrącił się... w nieswoje sprawy.
Jednak wiadomość o naszym stosunku do nocnego zdarzenia nieznaną drogą doszła do Kirgizów i od tej chwili mieliśmy zawsze ich na swe usługi. Gdyśmy przybyli na południowy brzeg jeziora Kałunda i powili jurtę73, zjawiło się kilku konnych Kirgizów, którzy pomagali nam w pracy, pływali z nami po jeziorze, przypędzali do nas co najtłustsze barany, doglądali koni, byli naszymi przewodnikami.
Jeden z nich, młody, przystojny, o śmiałych oczach drapieżnego ptaka, Suliman Awdżarow, był towarzyszem mych wycieczek dokoła jeziora Kułunda i Kuczuk.
Razem z nim zbadałem głębokość bardzo płytkich jezior, chemiczny skład wody i grubej warstwy błota na dnie; ustaliłem fakt, że Kułunda i Kuczuk rozdzieliły się niedawno, stanowiąc przedtem jeden basen.
Podczas zwiedzania jezior bardzo dużo polowałem. Nie było to polowanie zbyt pociągające, gdyż na zarośniętych sitowiem jeziorach znajdowałem wyłącznie kaczki i przeróżne gatunki kuligów; było ich takie mnóstwo, że nigdy nie zdarzyło mi się, aby zabić jednym wystrzałem jednego ptaka. Celowało się do jednego, a zabijało się kilka. Spotykałem też na jeziorach stepu Kułundzińskiego pelikany i bąki (Botavius stellaris).
Wyjeżdżając w step, niedaleko od jezior zawsze widywałem ptaki drapieżne, a pośród nich olbrzymiego sępa berkuta, (Gyps fulvus). Jest to ptak o brunatnym opierzeniu, z gołą szyją i z kołnierzem o szarych, miękkich piórach.
Kilka razy strzelałem do berkutów, lecz bez powodzenia, gdyż są bardzo ostrożne i podejść je jest rzeczą niemożliwą, szczególniej na otwartym stepie.