— Czy nie przeszkadzam?
— Nie.
— Chciałem was zapytać o Napoleona112. Wszak on krewny tego, co był w dwunastym roku?
— Krewny.
— Cóż on takiego? Mówią, że prezydent?
Pytał zwykle prędko, urywanie, jak gdyby potrzebował czym prędzej dowiedzieć się o czymś. Zdawało się, że zasięga wiadomości do jakiejś ważnej sprawy, która nie cierpi najmniejszej zwłoki.
Objaśniłem mu, jakim on jest prezydentem, i dodałem, że może wkrótce i cesarzem zostanie.
— A to jak?
Objaśniłem mu, i to według możności. Pietrow uważnie słuchał, aż nachyliwszy ucha ku mnie, i prędko rzecz pojmował.
— Hm... A oto chciałem was, Aleksandrze Piotrowiczu, zapytać: czy to prawda co mówią, że są małpy z rękami do pięt, a wysokie jak najwyższy człowiek?