— Mnie pozwolił patrzeć na siebie. Cały czas patrzałam na niego, a on na mnie. Patrzyliśmy sobie w oczy! — rzekła Mary.

— Nie wiem, co teraz począć! — lamentowała Marta. — Jak się pani Medlock dowie, to pomyśli, żem nie posłuchała rozkazu i powiedziała panience, i odeśle mnie do matki.

— On pani Medlock nic teraz nie powie. Będzie to tymczasem tajemnicą — rzekła Mary stanowczo. — A on mówił, że każdy musi robić to, czego on chce.

— Oj, co to, to prawda! Szkaradny chłopak! — wzdychała Marta, ocierając z czoła pot fartuchem.

— Powiedział mi, że pani Medlock musi go słuchać. A on chce, żebym co dzień przychodziła z nim rozmawiać. A ty mi masz mówić, kiedy mam przyjść.

— Ja! — wołała Marta. — Oj, Boże mój! Stracę miejsce, stracę na pewno!

— Nie możesz stracić miejsca, jeśli zrobisz to, czego on chce, a wszak wszyscy mają rozkaz go słuchać — dowodziła Mary.

— Czy panieka chce powiedzieć, że był dla panienki grzeczny? — pytała Marta, szeroko otwierając oczy.

— Zdaje mi się nawet, że mnie bardzo polubił — odparła Mary.

— No to nic innego, tylko musiała go panienka oczarować! — zdecydowała Marta, oddychając głęboko.