— Tutaj? — pytał Colin.
Uszli kilka kroków, po czym znów Mary wyszeptała:
— Tutaj zaś gil przeleciał przez mur — wyrzekła.
— Tutaj! — zawołał Colin. — Jakżebym chciał, by tu przyfrunął!
— A tu — wskazywała Mary z uroczystym przejęciem na duży krzak bzu, tu, przysiadł na grudzie ziemi i pokazał mi klucz.
Colin usiadł.
— Gdzie? Gdzie? Tutaj? — pytał, a oczy miał tak wielkie, jak wilk w Czerwonym Kapturku w chwili, gdy tenże zwrócił na nich uwagę. Dick przystanął — fotel na kółkach zatrzymał się w miejscu.
— Tu zaś — mówiła Mary, podchodząc na rabatę tuż przy bluszczu — podeszłam, by z nim pogadać, a on zaćwierkał do mnie z wierzchołka muru. To oto jest bluszcz, który wiatr odgarnął — i ujęła w rękę zwieszającą się zieloną zasłonę.
— Och! Naprawdę! — szeptał Colin.
— A tutaj jest klamka i drzwi. Dicku, wepchnij wózek, prędko-prędko!