— Pragniesz teraz dużo świeżego powietrza, prawda? — mówiła Mary.

— Niczego innego już nie pragnę — odparł. — Widziałem teraz wiosnę i zobaczę lato. Będę patrzał, jak tutaj wszystko się rozwija. Sam tu będę rosnąć i rozwijać się.

— Oj, co to, to prawda! — rzekł Dick. — Chcielibyśmy oboje, żeby tu panicz biegał i kopał jak wszyscy ludzie.

Colin zaczerwienił się straszliwie.

— Biegać! Kopać! Czyż to możliwe? — zawołał.

Dick spojrzał na niego z przezorną delikatnością. Ani on, ani Mary nie pytali nigdy, co mu jest w nogi.

— Naturalnie, że możliwe — odpowiedział z przekonaniem. — Pan Bóg dał paniczowi takie same nogi jak innym!

Mary przestraszyła się; uspokoiła ją odpowiedź Colina.

— Co prawda, to mnie nogi nigdy nie bolały — odparł — ale są cienkie i słabe. Drżą mi, więc się boję próbować stanąć.

Tak Mary, jak i Dick odetchnęli z uczuciem ulgi.