— Naturalnie, żem widział!

— Obu? — dopytywała pani Medlock.

— Obu — odparł Ben. — Dziękuję pani, napiłbym się chętnie jeszcze.

— Razem? — mówiła pani Medlock, śpiesznie napełniając mu kufel.

— Aha, razem! — i Ben jednym haustem wypił połowę kufla.

— Gdzie był panicz? Jak wyglądał? Co do siebie mówili?

— Nie słyszałem — odrzekł — bom stał za murem na drabinie. Ale pani tyle powiem: takie się tam rzeczy działy, o jakich wy tu wszyscy w całym domu nie macie wyobrażenia. A czego się macie dowiedzieć, tego się dowiecie niedługo.

Nie upłynęła ani minuta, jak wypił resztę piwa, gdy skinął kuflem tryumfująco w stronę okna, przez które widać było trawnik.

— Niech no pani spojrzy! — rzekł. — A co, czy to nie ciekawe? Niech pani patrzy, kto idzie przez trawnik!

Pani Medlock spojrzała, rozpostarła ręce i pisnęła przeraźliwie, a na pisk ten cała służba męska i żeńska rzuciła się ku oknu, patrząc tak, że im oczy na wierzch wyłaziły.