— Nie, bo nie jestem żonaty i mieszkam przy bramie z Marcinem.
— A gdybyście mieli, to co byście sadzili najwięcej? — spytała dalej Mary.
— Kapustę, kartofle i cebulę.
— No tak, ale gdybyście urządzali sobie ogród kwiatowy, to co byście sadzili?
— Różne cebulki i słodko pachnące kwiatki, ale najwięcej róż.
Pojaśniała twarz Mary.
— Więc lubicie róże? — rzekła.
Ben Weatherstaff wyrwał chwast, odrzucił go, po czym dopiero odparł:
— Anoć lubię, i bardzo. A nauczyła mnie tego pewna młoda pani, u której byłem ogrodnikiem. Miała ona moc róż w jednym miejscu, które lubiła bardzo, a kochała je tak, jakby to były dzieci albo... gile. Nierazem widział34, jak się pochylała i całowała je. — Znów wyrwał chwast i zamyślił się. — Było to już dziesięć lat temu.
— A gdzie teraz jest ta pani? — spytała Mary, zaciekawiona ogromnie.