— Skąd przyszłaś? — zapytał.

— Z mego pokoju. Wiatr świszczał, nie mogłam spać, usłyszałam, że ktoś płacze, chciałam dowiedzieć się, kto. Dlaczego płakałeś?

— Bo też nie mogłem zasnąć i głowa mnie bolała. Powiedz mi jeszcze raz, jak się nazywasz.

— Mary Lennox. Czy ci nikt nie mówił, że tu przyjechałam na stałe?

Trzymał wciąż w ręku fałdy jej szala, ale zdawał się już więcej wierzyć45 w jej rzeczywistość.

— Nie — odparł. — Nie wolno im.

— Dlaczego? — spytała Mary.

— Bo bym się był lękał, że zechcesz mnie widzieć. Nie lubię ludzi widzieć i rozmawiać z nimi.

— Ale dlaczego? — znów zapytała Mary, coraz bardziej zdziwiona.

— Bom zawsze taki jak teraz, chory i zmuszony leżeć. Ojciec też nie chce, żeby do mnie mówiono. I służbie rozpowiadać o mnie nie wolno. Jeśli będę żyć, to będę garbaty, ale ja umrę. Ojciec znieść nie może myśli, że będę taki, jak on.