— Jakie drzwi od ogrodu zostały zamknięte? Kto je zamknął? Gdzie pogrzebali klucz? — zawołał zaciekawiony ogromnie.

— To... to właśnie ten ogród, którego pan Craven nienawidzi — mówiła Mary nerwowo. — On to drzwi zamknął. Nikt, nikt nie wiedział, gdzie klucz jest zakopany.

— Cóż to jest za ogród? — nalegał Colin, zapalając się. „Od dziesięciu lat nikomu wejść doń nie było wolno” — brzmiała oględna odpowiedź.

Lecz za późno już było na oględność. Colin zbyt był usposobieniem podobny do Mary. On również nie miał czym myśli zająć, zatem wiadomość o ukrytym ogrodzie pochłonęła go tak, jak ongi pochłonęła Mary. Stawiał pytanie za pytaniem. Gdzież był? Czy nigdy nie starała się odszukać drzwi? Czy nie pytała ogrodników?

— Cóż, kiedy o tym mówić nie chcą — odpowiedziała Mary. — Myślę, że im zakazano odpowiadać w tym względzie.

— Ja im każę odpowiadać — rzekł Colin.

— Czy mógłbyś rozkazać? — wyjąkała Mary, która zaczęła się lękać. Jeśli on każe odpowiadać sobie, to Bóg wie, co się stać może!

— Każdy musi się starać mnie podobać. Wszak ci już raz powiedziałem — rzekł ostro. — Gdybym miał żyć, to wszak to wszystko byłoby kiedyś moje. Oni dobrze o tym wiedzą. Każę sobie wszystko powiedzieć.

Mary nie zdawała sobie sprawy z tego, że była zepsutym dzieckiem, lecz widziała aż nadto jasno, że był nim ten dziwny, tajemniczy chłopiec. Zdawało mu się, że cały świat dla niego został stworzony. Jakiż on był dziwny i jak obojętnie mówił o śmierci!

— Czy i ty myślisz, że nie będziesz żył? — spytała na poły przez ciekawość, na poły zaś w nadziei, że odwróci jego uwagę od ogrodu.