— O fe! — zawołał sekretarz. — To dziwne, że to dziecko ich się nie boi!

Ram Dass rozłożył ręce i twarz swą okrasił pełnym uszanowania uśmiechem. Uważał się tutaj jakby za powiernika i pełnomocnika Sary, chociaż raz tylko w życiu z nią rozmawiał.

— Ta dziewczyna wszystko wokoło darzy swą przyjaźnią, sahibie — odpowiedział. — Ona nie jest taka, jak inne dzieci. Ja nieraz ją widuję, gdy ona mnie nie widzi. Przełażę przez dach i zaglądam wieczorami do niej, by zobaczyć, czy jej co złego się nie stało. Kiedy indziej znowu przyglądam się jej z mojego okna, gdy ona nie wie, że jestem blisko. Ona tu nieraz staje na tym stole i wpatruje się w niebo, i jak gdyby z nim rozmawiała. Wróble przychodzą do jej ręki na każde zawołanie. Tego szczura to ona oswoiła i wykarmiła, nie mając z kim się bawić w swej samotności. Czasem przychodzi do niej biedna posługaczka i pociesza ją w smutku; poza tym przychodzi tu do niej po kryjomu jakaś mała dziewczynka, a czasem i druga, która ją uwielbia i rada by przysłuchiwać się bez końca jej opowiadaniom. Poza tym nikt jej nie odwiedza. Właścicielka domu, bardzo zła kobieta, obchodzi się z nią jak z pariasem108; ale pomimo to jest w tym dziecku coś takiego, jakby płynęła w nim krew książęca!

— Widzę, że dużo wiesz o niej — zauważył sekretarz.

— Wiem, jak spędza każdy dzień — odpowiedział Ram Dass. — Wiem, kiedy wychodzi i kiedy tu powraca. Wiem o jej zmartwieniach, o jej drobnych rozrywkach, o jej głodzie i chłodzie. Wiem, jak siaduje po nocach nad książkami, ucząc się zawzięcie. Wiem, jak się cieszy, gdy przybywają do niej po kryjomu jej przyjaciółki... gdy może się z nimi trochę pośmiać i pogwarzyć szeptem. Gdyby zachorowała, wiedziałbym o tym natychmiast i przybyłbym tu jej usługiwać... o ile by mi na to pozwolono.

— Czy jesteś pewny, że prócz niej nikt tu nie przychodzi i że ona nieprędko tu wróci? Byłaby pewno przerażona, gdyby nas tu zastała, a plan sahiba Carrisforda poszedłby w niwecz.

Ram Dass podszedł cicho ku drzwiom.

— Prócz niej nikt tutaj nie przychodzi, sahibie — odpowiedział. — Ona teraz z koszykiem wyszła na miasto i nie wróci aż za parę godzin. Z tego miejsca będę słyszał każdy jej krok, zanim dojdzie do ostatniego piętra.

Sekretarz wyjął notatnik i ołówek z kieszeni surduta.

— Słuchaj więc uważnie — przykazał Hindusowi, po czym zaczął obchodzić cicho i z wolna cały pokoik, przyglądając się kolejno każdej rzeczy i zapisując coś w notatniku.