W jednym z rogów kufra leżała paczka tak niepozorna, że na pewno ją tu przeoczono. Sara, znalazłszy niespodziewanie ten przedmiot, wzięła go w ręce ostrożnie jak relikwię. W paczce był tuzin małych chusteczek do nosa. Sara pochwyciła je z radością i podbiegłszy do stołu, zaczęła układać je na czerwonym obrusie, wąskim koronkowym rąbkiem na zewnątrz.

— Oto są talerze — objaśniła. — Mamy złote talerze, a koło nich serwetki, bogato haftowane przez mniszki w klasztorach hiszpańskich.

— To zakonnice je haftowały?... Naprawdę, panienko? — szepnęła Becky, do głębi duszy wzruszona tą wiadomością.

— Trzeba sobie to wyobrazić — odpowiedziała Sara. — Jeżeli będziesz starała się wyobrażać to sobie, na pewno zobaczysz wszystko, co zechcesz.

— Juści, panienko — przytaknęła Becky i poczęła czynić wysiłki, by osiągnąć tak upragniony cel.

Sara tymczasem zajęła się znów kuferkiem. Na samym dnie znalazła stary letni kapelusik, opasany wianuszkiem sztucznych kwiatów.

— Oho! Mamy kwiaty do uczty! — rzekła patetycznie, zdejmując wianuszek. — Napełnią nam zapachem całe powietrze! Becky! Przynieś mi ten dzbanek, co stoi na umywalni... i mydelniczkę. Postawimy ją na środku stołu.

Becky z czcią wielką podała żądane przedmioty.

— A cemze są tero te wsyćkie rzeczy, prose panienki? — zapytała. — Tak mi się widzi, kiejby były zrobione z gliny... ale wiem, ze są z cegosik innego.

— Oto jest rzeźbiona waza — odpowiedziała Sara, owijając dzbanek łodygami wianuszka. — Ta zaś druga — dodała, schylając się nad mydelniczką i sypiąc w nią kwiatki róży — jest z najczystszego alabastru, wysadzonego drogimi kamieniami.