— Patrz, ile w nim papierów i rupieci! — zawołała. — Zapalmy je, a będziemy miały przez parę minut prawdziwe ognisko.

Potarła zapałkę i przytknęła ją do pieca. Buchnął wspaniały płomień i jaskrawym blaskiem oświetlił wnętrze pokoju. Sara stanęła przy nim i uśmiechnęła się.

— Czy to nie prawdziwy ogień na kominie? A teraz przystąpimy do uczty.

I skinąwszy wdzięcznie ręką Ermengardzie i Rebece, podeszła ku stołowi.

— Zbliżcie się, piękne panie — przemówiła szczęśliwym, rozmarzonym głosem — i zasiądźcie za stołem godowym116. Jego Królewska mość, mój ojciec, wyjechał w podróż daleką i mnie polecił urządzenie dla was biesiady.

Zwróciła lekko głowę w stronę jednego z kątów pokoju.

— Hej, minstrele, uderzcie w gęśle i lutnie! Księżniczki zawsze mają minstrelów, którzy grają przy ucztach — wyjaśniła Ermengardzie i Rebece. — Wyobraźmy sobie, że tam w kącie jest galeria śpiewaków... A teraz rozpocznijmy ucztę.

Ledwo miały czas wziąć w rękę po ciastku, gdy naraz zerwały się, na równe nogi i zwróciły się pobladłymi twarzyczkami ku drzwiom — nadsłuchując.

Nie myliły się! Ktoś szedł po schodach! Wszystkie trzy poznały to gniewne, zamaszyste stąpanie... i wiedziały, że już nadszedł koniec zabawy.

— To... pani! — wykrztusiła Becky i upuściła swoje ciastko na ziemię.