— Tak! — odrzekła Sara, otwierając oczy szeroko. — Miss Minchin nas odkryła.
W tejże chwili otwarły się drzwi, pchnięte silnym uderzeniem, i ukazała się w nich miss Minchin — również blada, nie od strachu jednak, lecz ze złości. Powiodła wzrokiem po przerażonych twarzyczkach, następnie po stole biesiadnym i po szczątkach dogorywającego papieru na ognisku.
— Już dawno podejrzewałam coś w tym rodzaju — zawołała — ale takiej bezczelności tom się nie spodziewała! Widzę, że Lawinia mówiła prawdę.
Aha! Więc to Lawinia wykryła jakimś sposobem ich tajemnicę i zdradziła ją przełożonej! Nikczemna!
Miss Minchin podeszła do Becky.
— Ty bezwstydnico! — krzyczała, bijąc ją znowu. — Jutro wyrzucę cię z mego domu!
Sara stała spokojnie, blednąc coraz bardziej i coraz szerzej otwierając oczy. Ermengarda wybuchnęła płaczem:
— O, niech pani jej nie wydala ze służby!... To ciocia przysłała mi paczkę... i urządziłyśmy sobie przyjęcie...
— Widzę, widzę — odpowiedziała oschle miss Minchin. — A księżniczka Sara siedziała na pierwszym miejscu za stołem! Tak! Wiem, że to twoja sprawka — krzyknęła, zwracając się do Sary. — Ermengardzie nigdy by nic podobnego nie przyszło do głowy! To ty zapewne przystroiłaś stół tymi śmieciami. A ty marsz mi na swoje poddasze! — tupnęła nogą w stronę Becky. Biedna posługaczka zakryła twarz fartuchem i wymknęła się z pokoju, szlochając z cicha.
Teraz znów przyszła kolej na Sarę: