— Ale nie jesteś jej uczennicą?

Dziwny uśmieszek zaigrał na ustach Sary. Zawahała się przez chwilę.

— Doprawdy nie wiem sama, czym jestem — odparła.

— Czemu?

— Dawniej byłam uczennicą... nawet szczególnie wyróżnianą... ale teraz...

— Byłaś uczennicą?... A czym teraz jesteś?

Dziwny, smętny uśmieszek znów pojawił się na ustach Sary.

— Teraz sypiam na poddaszu, tuż obok pomywaczki. Chodzę za sprawunkami128 dla kucharki, spełniając każde jej polecenie... i pomagam w lekcjach młodszym dziewczynkom.

— Pytaj ją o resztę szczegółów, Carmichael! — jęknął pan Carrisford, opadając bezsilnie w fotel. — Pytaj ją... ja już nie potrafię.

Miły ojczulek Dużej Rodziny z własnej praktyki umiał rozmawiać z dziećmi. Sara przekonała się o tym słysząc jego pytanie, wypowiedziane uprzejmym, zachęcającym głosem: