Istotnie, pan Carrisford zmienił się ogromnie. Miał przy sobie małą jejmość, a w głowie już mu się roiły inne myśli i projekty.

Przede wszystkim trzeba było rozmówić się z miss Minchin i oznajmić jej, jakie zmiany zaszły w losach jej byłej uczennicy. Misję tę przyjął na siebie pan Carmichael, albowiem pan Carrisford silnie obstawał przy tym, by Sara nie wracała już do szkoły miss Minchin.

— Owszem, cieszę się z tego, że nie muszę tam wracać — zgodziła się Sara. — Uniknę gniewu miss Minchin. Ona mnie nie lubi... co zresztą może moją jest winą, gdyż i ja niezbyt ją lubię.

Jednakże misja pana Carmichaela okazała się całkiem zbyteczna, gdyż dziwnym trafem w tejże chwili nadeszła we własnej osobie sama miss Minchin. Poszukując Sary, którą chciała zaprząc do jakiejś roboty, posłyszała wieść wręcz oszałamiającą. Jedna z pokojówek ją widziała, jak Sara wymknęła się chyłkiem przez podwórze, niosąc jakiś przedmiot ukryty pod płaszczykiem; potem zaś widziano, jak wyszła na schodki sąsiedniej kamienicy i weszła do jej wnętrza.

— Czegóż ona tam chciała? — krzyknęła miss Minchin.

— Nie wiem, siostrzyczko — odpowiedziała miss Amelia. — Może się zaprzyjaźniła z tym panem, jako że i on mieszkał w Indiach.

— Tak, pewno mu się narzuca i stara się pozyskać jego sympatię swą natarczywością! To do niej podobne! — sarknęła miss Minchin. — Powinna już od dwóch godzin być w domu. Nie pozwolę na takie wybryki. Pójdę, zbadam sprawę i przeproszę tego pana za jej natręctwo.

Gdy Ram Dass zaanonsował przybyłą, Sara siedziała na podnóżku przy kolanach pana Carrisforda i przysłuchiwała się dawanym przezeń różnym wyjaśnieniom spraw minionych. Posłyszawszy nazwisko przełożonej, powstała odruchowo i nieco pobladła — poza tym jednak pan Carrisford nie dostrzegł na jej twarzy żadnych objawów dziecięcej trwogi.

Miss Minchin weszła z mina poważną i dostojną. Była chłodno ugrzeczniona i ubrana wytwornie.

— Przepraszam, że niepokoję pana, panie Carrisford — odezwała się — muszę jednak wytłumaczyć rzecz całą. Jestem miss Minchin, właścicielka żeńskiego zakładu wychowawczego w sąsiedniej kamienicy.