Jednak miss Amelia tak się zaperzyła130, że nie zważała już na nic.
— Tak jest! Tak jest! — krzyknęła. — Ona widziała, co się dzieje w naszych duszach. Widziała, że ty jesteś nielitościwą, wyrachowaną kobietą... a ja słabą i nie grzeszącą rozumem istotą... i że obie mamy charakter do tego stopnia znieprawiony, iż gotowe byłyśmy padać na kolana przed jej bogactwem, a odnosić się do niej źle, skoro wszystko straciła... chociaż zachowywała się jak księżniczka nawet wtedy, gdy była żebraczką. Ona naprawdę... naprawdę... wyglądała jak księżniczka...
Spazmy chwyciły biedaczkę. Zaczęła śmiać się i płakać na przemian, to znów kołysać się w tył i naprzód, wprawiając miss Minchin w osłupienie.
— A teraz już ją straciłaś — rozkrzyczała się znowu miss Amelia. — Przejdzie do innej szkoły... razem ze swoimi pieniędzmi... Gdyby to był kto inny, nie ona, zaraz by opowiedziała, jak się z nią tu obchodzono... a wówczas pozabierano by nam wszystkie uczennice i byłybyśmy zrujnowane. Dobrze się nam dostało... lecz tobie dostało się lepiej niż mnie, bo ty jesteś niedobrą kobietą, Mario... niedobrą, chciwą, samolubną!...
Szlochała przy tym tak rozpaczliwie i zawzięcie, że jej siostra — bojąc się, by się nie zaniosło na większą jeszcze wrzawę — była zmuszona podejść ku niej i podać jej sole rzeźwiące, zamiast wylewać na nią w dalszym ciągu strugi swego oburzenia.
Warto wiedzieć, że od tego czasu miss Minchin nabrała niejako szacunku dla młodszej siostry, która widocznie nie była tak głupia, jak się wydawało i umiała czasami wyrżnąć ludziom w oczy niemiłą prawdę.
Wieczorem, gdy uczennice — jak zwykle o tej porze — zgromadziły się przed kominkiem w sali szkolnej, nagle pojawiła się między nimi Ermengarda z listem w ręku. Na pyzatej twarzy miała dziwny wyraz — w którym radość kojarzyła się z najwyższym zdziwieniem.
— Cóż to się stało? — zawołało kilka dziewczynek, patrząc na nią.
— Czy masz jaką wiadomość, co to za hałasy było słychać w pokoju miss Minchin? — zapytała Lawinia. — Miss Amelia podobno dostała ataku histerii i położyła się do łóżka.
Ermengarda odrzekła powoli, jakby była czymś ogłuszona: