Odtąd nie było równie oddanych sobie przyjaciół, jak tych dwoje. Przedziwnie przypadli sobie do serca. Pan Carrisford nigdy jeszcze nie miał kolegi ani towarzysza, którego tak kochał, jak Sarę. W ciągu miesiąca, zgodnie z przepowiednią pana Carmichaela, stał się innym człowiekiem. Ożywił się, poweselał i zaczął cieszyć się posiadaniem bogactwa, którego brzemię tak mu dawniej ciążyło. Układał więc różne piękne plany co do losów Sary i zabawiał się w czarodzieja, którego zadaniem i największą przyjemnością było sprawianie Sarze różnych niespodzianek. Znajdowała więc w swym pokoju coraz to inne i piękniejsze kwiaty, to znów różne kosztowne cacka wetknięte pod poduszkę. Pewnego wieczoru, gdy siedzieli razem, posłyszeli jakieś skrobanie w drzwi; gdy zaś Sara wyszła zobaczyć, co się święci, ujrzała wielkiego rasowego psa, na którego szyi widniała złota obroża z napisem: „Nazywam się Borys, a służę Księżniczce Sarze”.

Pan Carrisford niczego nie lubił bardziej od wspomnień o małej księżniczce w łachmanach. Miło płynęły popołudniowe godziny, ilekroć wypadła wizyta Ermengardy, Lottie lub Dużej Rodziny; jednakże i te godziny, w których Sara siedziała sam na sam z panem Carrisfordem, czytając i rozmawiając, miały swoisty urok.

Pewnego wieczoru pan Carrisford, podnosząc wzrok znad książki, zauważył, że Sara od dłuższego czasu siedzi nieruchomo, zapatrzona w ogień.

— O czym teraz dumasz, Saro? — zapytał.

Sara podniosła oczy, a na jej twarzy jaśniał rumieniec.

— Przypomniałam sobie dzień mojej głodówki i dziewczynkę, którą wtedy widziałam.

— Ależ takich dni było wiele — odpowiedział pan Carrisford smutnym głosem. — Któryż to z nich masz na myśli?

— Zapomniałam, że wujaszek o nim nie wie — rzekła Sara. — Był to dzień, w którym mój sen się ziścił.

Opowiedziała mu całą historię o ciastkarni, o pieniądzu znalezionym w błocie i o dziecku, co było od niej głodniejsze. Opowiedziała to po prostu i jak najzwięźlej — jednak pan Carrisford przysłonił oczy ręką i wpatrzył się w dywan.

— A teraz obmyślałam jakby pewien plan — rzekła na zakończenie.