— Jakiż to plan? — zapytał pan Carrisford cichym głosem. — Masz prawo czynić, co ci się podoba, księżniczko.

— Wujaszek powiada, że jestem taka bogata... — zaczęła niepewnym głosem — więc przyszło mi na myśl, czy nie mogłabym odwiedzić tej sklepikarki i powiedzieć jej, że jeżeli kiedy... zwłaszcza w straszną szarugę zimową... jakieś zgłodniałe dziecko zajrzy w jej okno lub siądzie na jej progu, powinna natychmiast zawołać je do siebie i dać mu coś do jedzenia, a następnie przysłać mi rachunek. Czy mogę to zrobić?

— Pojedziesz tam jutro rano — odrzekł pan Carrisford.

— Dziękuję wujaszkowi — rzekła Sara. — Bo ja, proszę wujaszka, wiem, co to znaczy być głodnym... a ciężej jeszcze znosić głód, gdy ktoś nie umie omamić139 go zmyśleniem.

Nazajutrz rano miss Minchin, wyjrzawszy przez okno, zobaczyła widok, który jej wcale nie uradował. Powóz pana z Indii, zaprzężony w rosłe dwa konie, zatrzymał się przed bramą sąsiedniej kamienicy; z bramy wyszedł właściciel kamienicy i jakaś drobna figurka, oboje otuleni w ciepłe, kosztowne futra, i podeszli ku powozowi. Drobna figurka wydała się miss Minchin dobrze znaną i obudziła w niej pamięć minionych dni. Za nią kroczyła druga figurka, równie znajoma. Jej widok bardzo rozdrażnił przełożoną. Była to bowiem Becky, która w charakterze panny służącej stale odprowadzała swoją panią do powozu, niosąc okrycia i inne potrzebne rzeczy. Nie była to już ta Becky, co dawniej — twarz miała rumianą i okrągłą.

Wkrótce potem powóz zatrzymał się pod ciastkarnią, a jadący wysiedli — akurat w chwili, gdy właścicielka sklepu ustawiała na oknie wystawowym tackę z dymiącymi ciastkami.

Gdy Sara weszła do sklepu, kobieta odwróciła się, spojrzała na nią i zostawiwszy ciastka na oknie, podeszła do lady. Przez dłuższą chwilę wpatrywała się uważnie w Sarę. Nagle jej dobroduszna twarz rozpromieniła się.

— Dałabym głowę, że sobie panią skądciś przypominam — bąknęła. — Ale...

— Owszem — wyręczyła ją Sara. — Pani raz dała mi sześć ciastek za cztery pensy, a...

— A pani dała pięć ciastek małej żebraczce — przerwała kobieta. — Pamiętam o tym zawsze... tylko, że zrazu nie pomiarkowałam140 wszystkiego...