Sara postąpiła krokiem w jej stronę.

— Proszę o to, ponieważ wiem, że i ona chciałaby przyjrzeć się prezentom — wyjaśniła. — Przecież i ona jest małą dziewczynką.

Miss Minchin uszom własnym nie wierzyła. W osłupieniu wodziła oczyma po obecnych.

— Ależ, Saro kochana — bąknęła w końcu. — Becky jest pomywaczką w kuchni... a pomywaczki... nie są małymi dziewczynkami...

Istotnie nigdy nie przyszło jej do głowy, by za coś podobnego je uważać. Posługaczki — wedle jej zapatrywania — były jedynie maszynami, które dźwigały paczki z węglem i paliły w piecach.

— Ale Becky jest małą dziewczynką — odpowiedziała Sara — a wiem, że spełnienie mej prośby bardzo by ją ucieszyło. Prosiłabym, żeby pani pozwoliła jej zostać... bo to moje urodziny.

Miss Minchin odparła z godnością:

— Ponieważ prosisz o to z racji swych urodzin... więc pozwalam jej zostać. Rebeko, podziękuj pannie Sarze za jej wielką łaskawość.

Becky, która dotąd stała w kącie, mnąc w oczekiwaniu i zachwycie rąbek fartucha, teraz wystąpiła naprzód, kłaniając się uprzejmie, ale pomiędzy oczyma jej i Sary przebiegł błysk przyjaznego porozumienia.

— O, jezeli panienka tako łaskawo! — bełkotała prędko. — Jakze ja panience jezdem wdzięcno! Ja ino chciałam popatrzeć się krzynkę na tę lalkę, prose pieknie panienki. Dziękuję panience. A i wielemoznej pani pieknie dziękuję za to pozwoleństwo.