Sara, z taką pompą wprowadzona do sali, czuła się bardzo onieśmielona, gdy starsze dziewczynki wlepiały w nią oczy i trącały się łokciami, a młodsze na jej widok zaczęły się radośnie kręcić w ławkach.
— Cicho, panienki! — zawołała miss Minchin, uspokajając powstały hałas. — Jakubie, postaw to pudło na stole i podnieś nakrywkę. Emmo, złóż swoje pudło na krześle. Becky, a to co?!
Ostatnie słowa miały ton ostry i surowy. Becky bowiem, podniecona całą uroczystością, zapomniała się całkowicie i w serdecznym uśmiechu wyszczerzyła zęby do małej Lottie, ledwo panującej nad sobą w zachwycie oczekiwania. Posłyszawszy karcący głos przełożonej, biedna posługaczka drgnęła i tak się zlękła, iż o mało nie upuściła pudła na ziemię, a jej trwożne dygi i jąkliwe wyrazy przeprosin były tak zabawne, że Lawinia i Jessie nie mogły powstrzymać się od skrytego śmiechu.
— To nie miejsce ani pora na przyglądanie się panienkom — upomniała ją miss Minchin. — Zapominasz się, Becky. Połóż pudło.
Becky z trwożnym pośpiechem spełniła ten rozkaz i czym prędzej wycofała się ku drzwiom.
— Możecie odejść — oznajmiła miss Minchin służącym, dając im znak ręką.
Becky z szacunkiem zeszła w bok, by dać przejście lokajowi i pokojówce, piastującym wyższe od niej stanowiska. Skusiło ją jednakże, by rzucić tęskne, pożądliwe spojrzenie w stronę pudła, stojącego na stole. Spomiędzy zwałów kolorowej bibułki wyzierał jakiś przedmiot z błękitnej satyny.
— Proszę pani — odezwała się nagle Sara do miss Minchin. — Czy pani nie byłaby łaskawa pozwolić, żeby Becky została tu przez chwilę?
Odezwanie to było czynem tak zuchwałym, że miss Minchin omal nie podskoczyła ze zgrozy, po czym nałożywszy na nos binokle39, jęła40 z zakłopotaniem przyglądać się swej wzorowej uczennicy.
— Co? Becky? — zawołała. — Ależ, moja Saro!