— Kiejby97 nie panienka, nie ta Bastylio i nie to, ze jezdem niby ten więzień w drugiej celi, to bym juz dawno pomarła — zwierzała się Sarze głosem zachrypłym, wślizgnąwszy się w jeden wieczór do jej pokoju. — Bo może to wsyćko nie wygląda jak prowdziwe? Naso pani to z kozdym dniem staje sie podobniejso do dozorcego więzienia... nawet mo takie kluce, o jakich panienka opowiadała. Kucharka to tyz wygląda, kiejby taki klucnik... ale mniejsy, co to słucho rozkazów. A niechze mi tez panienka z łaski swej opowie jesce cej nieco o tym podziemnym lochu, cośmy se go wykopały pod ścianą.

— Opowiem ci o czymś cieplejszym — odpowiedziała Sara, trzęsąc się z zimna. — Przynieś tu swój koc i owiń się nim porządnie; ja się owinę swoim i przytulimy się mocno do siebie na łóżku, a ja ci opowiem o lesie podzwrotnikowym, gdzie przebywała niegdyś małpka naszego sąsiada. Ilekroć ją widzę, jak siedzi na stole pod oknem i spogląda tak smutno na ulicę, zawsze jestem przekonana, że ona rozmyśla o swych lasach podzwrotnikowych, gdzie zawieszała się ogonkiem na gałęziach palm i zrywała orzechy kokosowe. Ciekawa jestem, kto ją schwytał i czy ona zostawiła rodzinę, która była na jej utrzymaniu?...

— Prawda, że to cieplejso historyja — rzekła Becky z wdzięcznością — ale nawet i ta Bastylio jakosik mnie tak rozgrzywo, kiej mi panienka o niej opowieda.

— A to dlatego, że wtedy myślisz o czym innym, a nie o tym, co się koło ciebie dzieje — odpowiedziała Sara, owijając się kocem tak szczelnie, że ledwo twarz jej widać było. — Gdy ciału coś dolega, wtedy najlepiej myśleć o innej zgoła rzeczy.

— A panienka to potrafi? — spytała Becky z podziwem.

Sara zmarszczyła brew na chwilę.

— Czasem potrafię, czasem nie... Ale dużo tu znaczy praktyka. Ja już wypraktykowałam to od dość dawna. Gdy jest mi bardzo, bardzo ciężko... to wmawiam w siebie, że jestem księżniczką. Powtarzam sobie wtedy: „Jestem księżniczką... i to księżniczką zaklętą... więc nikt nie zdoła mnie skrzywdzić ani nawet urazić”.

Sposobność do tego, by myśleć o czym innym, zdarzała się Sarze często, a nie brakło też sposobności do tego, by mogła stwierdzić, czy jest naprawdę księżniczką. Ale jedna z najcięższych prób, na jakie kiedykolwiek była wystawiona, nadeszła pewnego strasznego dnia, którego Sara nie miała zapomnieć do końca życia.

Od kilku dni lało bez przerwy. Ulice były wilgotne, błotniste, śliskie, przysłonięte zimną a posępną mgłą. Wszędzie było błoto — kleiste, grząskie błotko londyńskie — a nad tym błotem zwieszały się plachty mgły i mżystego deszczu. Oczywiście w takie dni bywało wiele spraw do załatwienia, często w odległych punktach miasta; na takie dalekie i uciążliwe wyprawy posyłano Sarę nawet kilka razy dziennie, toteż zdarzało się, że jej kusa98 i znoszona już odzież przemokła do suchej nitki. Stare, niemodne i wystrzępione pióra na jej zszarganym kapelusiku wystrzępiły się jeszcze bardziej i nabrały wprost pociesznego wyglądu, a jej wydeptane buciki tak nasiąkły wodą, że więcej już jej chyba pomieścić nie mogły. Na dobitkę Sara w tym dniu nie dostała obiadu, gdyż miss Minchin uznała za stosowne za coś ją ukarać. Była więc tak głodna, zziębnięta i zmęczona, że znękana jej twarzyczka nieraz ściągała na siebie litościwe spojrzenia przechodniów. Ona jednak nie dbała o to. Szła z pośpiechem, starając się myśleć o czymś innym. Tym razem jednak trudno jej to przychodziło... a niekiedy nawet przynosiło skutek wręcz przeciwny, niż było w jej zamierzeniu: zamiast zapomnieć o głodzie i zimnie, odczuwała je w większym jeszcze stopniu. Jednakowoż szła wytrwale i gdy brudna woda wlewała się w jej dziurawe buciki, a wiatr nieomal zdzierał chudy żakiecik z jej ramion, ona tak gwarzyła z sobą — nie wydając głosu, a nawet nie ruszając wargami:

— Wyobraźmy sobie, że mam na sobie suche odzienie, całe buciki, długi, gruby płaszcz i wełniane pończochy, a w rękach trzymam porządną parasolkę. I przypuśćmy... przypuśćmy, że przechodząc koło piekarni, gdzie sprzedają ciepłe ciastka... znajdę sześć pensów... które nie należą do nikogo... Przypuśćmy, że tak się stanie... Poszłabym do sklepu i kupiłabym sześć ciepłych ciastek i zjadłabym je na poczekaniu...