Chwycił rękę Carmichaela i ścisnął ją mocno:
— Muszę... muszę ją znaleźć — powtarzał. — Muszę mu odpowiedzieć na to pytanie. Pomóż... pomóż mi ją znaleźć!...
*
Po drugiej stronie muru siedziała na poddaszu Sara, rozmawiając z Melchizedechem, który właśnie przybył na kolację.
— Ciężka dla mnie dziś była rola księżniczki — mówiła. — Cięższa niż kiedykolwiek. Coraz to bywa ciężej, gdy robi się zimniej na dworze, a na ulicach przybywa błota i wilgoci. Dziś Lawinia śmiała się z mej zabłoconej spódniczki; chciałam powiedzieć jej parę przykrych słów... ale w porę zdołałam się powstrzymać. Gdy się jest księżniczką, nie wolno odpowiadać drwinami na drwiny; trzeba ugryźć się w język i pohamować się w gniewie. No i ugryzłam się w język. Dziś po południu tak było chłodno, Melchizedechu. A teraz noc taka chłodna!...
Nagle zasłoniła rękami czarną główkę, co nieraz czyniła, gdy była sama w pokoju.
— Ach, tatusiu — szepnęła. — Jakże dawne wydają mi się te czasy, gdy nazywałeś mnie swą małą jejmością.
Takie to rzeczy działy się w ową noc po obu stronach tej samej ściany.
„Jedna z szarego tłumu”
Ciężka była zima. Bywały dni, w których Sara, idąc na zakupy, brnęła po kostki w śniegu. Bywały i gorsze dni, gdy nadchodziła odwilż, tworząc kałuże błota. Bywały i takie dni, gdy mgła była tak gęsta, że latarnie uliczne paliły się przez dzień cały, a Londyn wyglądał, jak w ową porę popołudniową przed kilkoma laty, kiedy Sara wsparta na ramieniu ojca jechała dorożką przez główne ulice miasta. W takie dni okna domu Dużej Rodziny błyszczały przytulnie i nęcąco, a gabinet pana z Indii jarzył się ciepłem i bogactwem kolorów. Na poddaszu jednak było nad wyraz smutno. Nie widywało się już ani wschodów, ani zachodów słońca, a nader rzadko pojawiały się gwiazdy. Ponad oknem nisko zwisały chmury, a były bądź szare, bądź brudno-rdzawe, bądź nabrzmiałe ciężką ulewą. O godzinie czwartej po południu, choćby nawet mgły nie było, ściemniało się zupełnie, toteż Sara musiała zapalać świecę, ilekroć udawała się na poddasze. Służące w kuchni pomarkotniały i stały się jeszcze bardziej złośliwe. Biedną Becky pędzono wciąż to tu, to tam, jak niewolnicę.