— Nie rozumiem cię drogi synu! — rzekł starzec — Wszakże wszystko to powiedziałem ludziom i powtarzam ciągle...
— Drogowskaz, czy rzecz, którą za niego biorą, to jakaś poczwarna ironiczna pomyłka, ohydna maska szlachetnej nauki, grymas wstrętny...
— Widzę, że nie zrozumiałeś nauki! I ty jej nie zrozumiałeś. Powtarzam: szczęśliwi, którzy zrozumieli. A inni... inni pójdą i wrócą... będą wracać, aż zrozumieją. Tak powiedział Stwórca świata.
— Ale te męki...
— Są one częścią nieodłączną nauki. Zło jest jednocześnie głupie. Mniema, że zdolne uczynić coś przeciw dobru... Nie! To nieprawda, ono jest bezsilne... bezsilne, choć prędkie porywcze i łudzące pozorami. Ale dosyć tego...
Odwrócił się od niego.
— Słowo... jedno słowo tylko! — zawołał Człowiek z toporem.
— Mów... ale prędko!
— Kiedyż ludzie zrozumieją nareszcie?
Starzec zwrócił się doń i objął go miłosnym spojrzeniem.