Właśnie przechodził popod9 oknem jednego z wozów pociągu nadzwyczajnego, gdy okno się opuściło w dół i siwy jegomość, wychyliwszy się, zawołał:
— Panie... człowieku...
— A wedle tam czego? — odmruknął niechętnie ślusarz.
— Prędkoż my pojedziemy dalej?
— Ha... Bóg to raczy wiedzieć proszę jaśnie pana dobrodzieja...
— Cooo?
— Osie mają heisslauf10... proszę jaśnie pana dobrodzieja...
— Co to znaczy? A może my musimy przesiadać...
— Ta niby to i tak by znaczyło... ale nie da rady... bo nie ma wozów na takiej małej stacji, proszę jaśnie wielmożnego...
Zawiadowca LOS uśmiechał się teraz. Nie czuł już nudności... ani nawet strzykania w głowie. Ba, samo nawet owo drżenie bolesne gdzieś się podziało. Nie ma jak emocja... nie ma jak ona... myślał.