— Zrzućcież go raz z tej beczki!
— Tak... zrzućmy go! To dureń!
— Podaj się do dymisji! Rząd Trupiej Czaszki nie może się utrzymać, odmawiamy mu zaufania!
— Tak nie można! Tak nie można! To jest terror! Głosujmy!... Głosować!
Ponad zmieszane głosy wzbiło się czyjeś wołanie.
— Obywatele! Zapraszam wszystkich na wielkie zgromadzenie. Na porządku dziennym referat radcy Nietoperza pt. Więcej światła czyli O sposobie wyjęcia ścian bez dotykania ich. Metoda premiowana. Obywatele, stawcie się jak jeden mąż. Rzecz to niezmierzonej wagi społecznej. Wolność słowa i bijatyki po odczycie zagwarantowana. Przestrzegane też będzie jak najliberalniejsze traktowanie wszelakich nonsensów.
Zerwałem się na równe nogi i pobiegłem prosto przed siebie.
Otoczyła mnie cisza leśnego ostępu, objął w ramiona chłód rozkoszny. Rzuciłem się wyczerpany na mech. Ciało legło spać zwolnione z ustawicznej, dręczącej konieczności odbierania tych wszystkich wrażeń, które niósł każdy dzień w Starym Domu przeżyty. Ogarnął je zaraz sen głęboki. Dusza zaś poszła w las przeżywać widzenie, które by nazwać można: Mare viriditatis3.
Oto nowa ojczyzna... — radowała się dusza, spoglądając jak ptak z wierzchołka drzewa po rozlewnej dali.
Nie było widać końca, las nietknięty toporem słał się aż do skraju widnokręgu. Wydawało się, że wszystko co na dole musi być zielone, jak wszystko co w górze, szafirowe.