W sklepiku było trochę ciasno. Stanął przy ladzie obok jakiegoś starszego jegomości, który widocznie nie był całkiem trzeźwy. Cuchnęło odeń silnie. Z trudem szukał pieniędzy w kieszeni spodni i liczył potem mozolnie.
Coś go tchnęło i spytał po cichu:
— Proszę pana... czy zna pan ulicę Dziwną?
Jegomość liczył dalej pieniądze, nie dosłyszał pytania. Wreszcie otrzymał swój pakiet, ale nie wychodził. Znaleźli się razem na ulicy.
— Młodzieńcze — spytał jegomość — jak się nazywasz?
— Franciszek Szary! — odparł zdumiony.
— A ja Jan Bylejaki! Tak się teraz nazywam, od kiedy chadzam na ulicę Dziwną...
— Gdzież ta ulica?
— Chciałbyś wiedzieć? Co?
— Chciałbym.