— A masz dużo do stracenia? Ile?
— Pieniędzy... pieniędzy... pieniędzy niewiele... — bąkał.
— Nie pieniędzy! Ale czy masz dużo do stracenia w życiu?
— W życiu... nic... prawie nic...
— No to dobrze! Chodźmy...
Zrobiło mu się jakoś dziwnie. Nie miał zaufania. Wolałby iść sam.
— Czeka na mnie ktoś...
— Kobieta?
Milczał.
— Pluń na to, powiadam ci! Pluń! Chodźmy. Ale mówię ci z góry: stamtąd powrotu nie ma. To wiedz wprzód. Ciałem wrócisz, duszą nigdy! Nigdy!