Rzuciła się niecierpliwie i odrzekła:

— Nie zabrałam cię dziecko... Leżysz niedalecko!

— Pod progiem leżę chaty... Nie widzą mnie braty! — wypominał głos żałośliwy.

— No... cichaj chwilkę jeszcze... Zaraz cię popieszczę... — uspokajała go.

— Eeeej! Trzeba było trzeba.

W służbie pana CHLEBA... — narzekało coś.

— Spróbować chciałeś przecie tęsknoty na świecie...

Gdyś widział, że nurt toczy błyskały ci oczy.

— Eeej zażyłaś sposobu... Ściągnęłaś do grobu... — odrzekł głos niecierpliwie.

Na skrzypcach zagrać chciałeś co we mnie słyszałeś — tłumaczyła woda. Zamyśliła się, ucichła. Czyż chciała ściągać do grobu?