Świat na dole, teraz czerwony. Słońce zachodzi właśnie... ogląda się... Na mnie patrzy... Czuje żal, że nie zobaczy, jak się to skończy... Widowisko niecodzienne...
Hej staruchu! A co się tam stało z ostatnim... z ostat...
Jezus Maria! Nie! Nie sposób... Spocznę!
Drżą nogi. Mówili... wytęż moc chcenia... nie spoglądaj na prawo, nie spoglądaj w lewo... Nie ma cieniów... nie daj się łudzić cieniom, co zastępują drogę... Ach... jest... jest cień... Wychylił się zza skały... Nie, to ręka się wychyla... ręka... Masz! Bierz!...
Idzie ktoś śmiało po śliskich głazach z wyciągniętą dłonią.
— Pokaż stygmat!... — wołam.
Idzie, nie słucha...
— Pokaż znak!
Wyciąga dłoń... Nie ma znaku... A... to ona!
Czego chcesz? Nie dam!... Nie... nie! Precz! Z drogi!