— Umyślnie! Ciasno mu było!
— I to w najgorszym miejscu.
— Strzeżcie się mordercy!
— Zabił go! To zazdrość. Silny był. Mógł dojść... tam.
— Mógł zażegnąć pochodnię od Wiekuistej Światłości...
— Silny był. Mógł dojść.
— I poświecić nam...
Jakże naraz stało się przestronno141. Nie dowierzają mi ludziska.
Nagle potknąłem się i jednocześnie uczułem pod stopą krawędź skalną. Noga, jakby miała oczy, zobaczyła śmierć.
— Stać! — krzyknąłem. — Przepaść!