Idziemy. Bliżsi rozważają minioną przeszkodę.
— Ho, ho! — powiada jakiś facecjonista142. — Nie takie braliśmy z nieboszczykiem panem Hieronimem, świeć Panie nad jego duszą. Pamiętam, było to jakoś w Zapusty...
Z dalszych szeregów dolata143 wołanie:
— Morderca! Morderca!
Ale słowo już mdłe jakieś, spóźnione, nic nie mówi.
Śpiew słychać: pieśń w ciemności, to niemal jasność.
Ścieżyny bliższe, ścieżki nowe kędyżeście, kędy?
O ścieżki tajemne, gdzieżeście? Któż był ten mąż, który was wyśledził?
Gdzież te nadzieje się narodziły, kiedy? Nie wiem sam nic, jak i oni. Tylko mi coś poczyna rozwijać w piersiach skrzydła, coś powstaje. Śpiewam wraz z tłumem:
Czy obiegacie ziemię wokół po twardych rozwinięte skałach?