„Mniejsza z tym — pomyślał — zapłacę... wytłumaczę się... pal diabli te świnie zatracone!”

Wołał... wołał... wołał... alarmował... beształ wreszcie kolegę siedzącego przy przesyłaczu... groził doniesieniem... Cisza.

— Ja ci dam obrazę, szelmo jakaś! — wrzasnął. — Nie gada łajdak! Pewnie wziął za świnie... Kanalie! Kanalie!

Zaczął rozpaczliwie wołać:

— Michał! Michał! Michał!... Jarzyński... lampist!

Był bezprzytomny.

— Dobrze by pana Ignaca! — poddał ślusarz.

— A gdzie pan Ignac?

— Niby na placu.

— To leć!