— Młodzieńcze — spytał jegomość — jak się nazywasz?
— Franciszek Szary! — odparł zdumiony.
— A ja Jan Bylejaki! Tak się teraz nazywam, od kiedy chadzam na ulicę Dziwną...
— Gdzież ta ulica?
— Chciałbyś wiedzieć? Co?
— Chciałbym.
— A masz dużo do stracenia? Ile?
— Pieniędzy... pieniędzy... pieniędzy niewiele... — bąkał.
— Nie pieniędzy! Ale czy masz dużo do stracenia w życiu?
— W życiu... nic... prawie nic...