— A pruuu! — woła Józek i łapę swą kładzie na lejcach.
— Co? — pytam, przychodząc do siebie.
— Oszalał! — woła Józek. — Przecież to już Jedlna! Stój!
— Co?
Nie mogę wrócić ku jawie. Nie odnajduję drogi pośród mrocznych gęstw rojeń. Ciągną mnie przemocą ku przytomności.
— Stać! Wysiadamy! Ja i Stefa.
— Na cóż Stefa? — pytam.
— Na to samo, co i Józek! — szydzi Mańka.
— Miłostki... ha, ha!
— Wypraszam sobie! Poskarżę wujkowi! No, piśnij jeszcze słówko, no, piśnij!